Notice: Undefined index: HTTP_REFERER in /home/kppk/domains/kampinoski-szwendak.pl/public_html/index.php on line 11

Warning: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /home/kppk/domains/kampinoski-szwendak.pl/public_html/index.php:11) in /home/kppk/domains/kampinoski-szwendak.pl/public_html/index.php on line 42

Notice: Use of undefined constant SID - assumed 'SID' in /home/kppk/domains/kampinoski-szwendak.pl/public_html/index.php on line 208
 Szwendak


Historyczny wpis cykliczny 1

Już
wcześniej pisałem, że chciałem troszeczkę bardziej zagłębić
się w historię naszej Puszczy Kampinoskiej. Wreszcie znalazłem
chwilkę czasu żeby coś na ten temat napisać. Może to nie odległa
historia ale i tak opisane poniżej wydarzenia odbywały się około
50 lat temu.

Jakiś czas
temu natknąłem się na bardzo ciekawy opis nie istniejących już
dziś Marszy Patrolowych odbywających się na terenie Puszczy
Kampinoskiej. Na pomysł corocznych Marszów Patrolowych Szlakiem
Walk Partyzanckich w Puszczy Kampinoskiej wpadli działacze ZBoWiD-u.



ZBoWiD czyli
Związek Bojowników o Wolność i Demokrację zrzeszał
część byłych żołnierzy i członków organizacji zbrojnych
walczących o niepodległość Polski w okresie przed 11 listopada
1918 roku. W szeregach tej organizacji znajdowali się też
działacze konspiracyjni walczący w okresie II Wojny Światowej
oraz więźniowie obozów koncentracyjnych i żołnierze Wojska
Polskiego.



Pomysł
narodził się 1965 roku. Ideą tych marszów było połączenie
rekreacji z pamięcią krwawych wydarzeń z historii naszego kraju.
Marsze Patrolowe trasami upamiętniającymi miejsca walk powstańczych
z 1863 roku, miejsca walk z września 1939, miejsca działań
partyzanckich z okresu II wojny światowej oraz miejsca kaźni
Polaków takie jak Lasy w okolicach Palmir miały odgrywać główna
rolę utrwalaniu pamięci o tamtych czasach. W marszach uczestniczyli
zarówno kombatanci jak i młodzi harcerze. Organizatorem Marszów
Patrolowych była Rada Ochrony Pomników Walki i Męczeństwa.
Przewodniczącym Społecznego Komitetu Organizacyjnego był płk Jan
Dłużyński a wieloletnim sędzią głównym płk Stanisław
Steczkowski.





Pierwszy
Marsz odbył się w maju 1967 roku. Wtedy na starcie stanęło 456
uczestników podzielonych na trzy osobowe patrole. Uczestnicy byli
podzielenie wiekowo. Podział był na młodzież szkolną, młodzież
akademicką, organizacje młodzieżowe, sportowe i kombatanckie. W
marszach startowały też delegacje zakładów pracy, wojska, dawnej
milicji, straży pożarnej oraz członkowie Ligi Obrony Kraju.



Wyznaczonych
było osiem tras różniących się długością. Trasy miały od 3
do 14 kilometrów. Start i meta były usytuowane obok wsi Pociecha
przy pomniku oddziału Jerzyków. Zadaniem patroli było przebycie
trasy w limicie czasowym, odpowiedź na pytania z zakresu historii i
znajomości krajoznawczej terenu Puszczy Kampinoskiej. Dodatkowo
oceniane były zdolności sportowe w trzech kategoriach zależnych od
wieku uczestników. Rzut piłką, rzut atrapą granatu oraz
strzelanie z broni sportowej małokalibrowej. Do wyłonienia
zwycięzców były przyznawane punktu za dotarcie na czas na metę,
za udzielenie prawidłowych odpowiedzi. Punkty było odliczane za
spóźnienie się na metę i za chybione strzały i słabe rzuty.
Zwycięskie patrole otrzymywały dyplomy oraz nagrody rzeczowe.
Najwybitniejsze drużyny otrzymywały puchary. Puchary były
przyznawane na rok. Jeżeli jakaś drużyna zdobyła puchar
trzykrotnie z rzędu otrzymywała taka nagrodę już na zawsze. Jedna
z najczęściej wygrywających grup byli harcerze ze Szczepu HSPS
J.Kilińskiego z Zespołu Szkół Mechanicznych nr 1 w Warszawie.






Trasy:





Trasa nr 1
Powstańców 1863 roku. Długość 14 km. Trasa wiodła od Pociechy
do Zaborowa Leśnego do Mogiły Powstańców. Na trasie odbywało się
strzelanie z broni sportowej.






Trasa nr 2
Bohaterów Warszawy. Długość 10 km. Trasa wiodła przez Cmentarz
Palmiry do wsi Janówek. Na trasie strzelanie z broni sportowej.






Trasa nr 3
Partyzantów. Długość 6 km. Trasa wiodła od Pociechy do Truskawia
następnie Marcinową Górę, Zdrojową Górę, Niepust do Pociechy.
Strzelanie z broni sportowej.






Trasa 4
Harcerstwa. Długość 5 km. Trasa z Pociechy do Sierakowa następnie
skrajem lasu do Truskawia i z powrotem do Pociechy. Rzut atrapą
granatu.






Trasa 5
Przyjaźni. Długość 4 km. Trasa Od Pociechy do miejsca zrzutowiska
broni w okolicach Sierakowa. Rzut atrapą granatu.






Trasa 6
Łączności z Macierzą. Długość Trasy 4 km. Uczestnicy wuruszali
na tej trasie z Cmentarza Palmiry i szli do Pociechy. Na trasie rzut
piłką.






Trasa 7
Przyjaciół Centrum Zdrowia Dziecka. Długość trasy 3 km. Trasa
dla najmłodszych uczestników marszów. Start w Pociesze następnie
kierunek na Truskaw i po 1 km trasa łukiem poprzez lasy wraca na
metę przy Pomniku Jerzyków. Na trasie rzut piłką.






Trasa 8
Honorowych Dawców Krwi. Przebieg trasy taki sam jak trasa nr 4.






Począwszy
od 1977 roku w Marszach Patrolowych uczestniczą też patrole konne.
Około 100 jeźdźców startuje w podziale na 4 różne trasy.






Trasa 1
Wielkopolskiej Brygady Kawalerii. Dystans ok 43 km. Trasa z Brochowa
do Karczmiska.





Trasa 2
Podolskiej Brygady Kawalerii. Dystans około 26 km. Trasa z Zaborowa
do Karczmiska.






Trasa 3
Jazdy Polskiej. Dystans około 28 km. Trasa z ośrodka CWKS Legia
przy Kozielskiej w Warszawie do Karczmiska.






Trasa 4 I
Warszawskiej Dywizji Kawalerii LWP. Dystans ok 14 km. Trasa z Dąbrowy
Leśnej do Mogilnego Mostka.






Niestety nie
udało mi się określić w którym roku odbył się ostatni taki
Marsz Patrolowy. Może któryś z moich gości uczestniczył w
tamtych wydarzeniach. Może ktoś z Was ma fotografie lub chociaż
wspomnienia i chciałby się z nami nimi podzielić. Jeżeli byście
mieli fotografie to bardzo proszę o maila na skrzynkę klubową.








szwendak
09-03-2017 15:35:07
hr
Zaiste bogata tradycja tremptania, maszerowania i szwendania i ani bym się nie spodziewał że byłem poddany podobnym praktykom w szkole podstawowej w kampinosie przez nauczyciela nazwiskiem Dudkiewicz. Byłem swięcie przekonany że czynił on to z powodów fascynacji wsią mazowiecką i jakimiś tradycjami o których nie miałem zielonego pojęcia.No to może zacznę od początku.Tak gdzieś około roku 1956 przybył do szkoły podstawowej nowy nauczyciel.Pełen energii zabrał się do niesienia kaganka oswiaty w ten ciemny lud kampinoski.No i uczył nas w czasie lekcji wychowawczych (Był taki przedmiot w tym czasie)naszych ludowych pieśni.Nota bene słyszałem je pierwszy raz ałaśnie na tych lekcjach.,,No jak to nie znacie własnych pieśni ludowych jak jesteście ludem mazowieckim od pokoleń?Nota bene dziadek był pierwszym protoplastom który zakupił ziemie z parcelowanego majątku kampinos i tak samo cała wieś była w pierwszym pokoleniu a w mim przypadku , w trzecim po mamie spadkobiercą tradycji tego regionu.Owszem takie wioski jak Budy, Cisowe,Bieliny czy Korfowe to owszem byli starymi osadami puszczańskimi , kierującymi się jakąś tradycją .Ale od razu powiem że była to swojska tradycja.Normalny członek gminy Kampinos miał spore trudności porozumiećsię w języku polskim z rdzennymi budnikami albo innymi mieszkańcami puszczańskich wiosek.Wiejca to byli chłopi z dziada pradziada i mieli też zasoby z dziada pradziada i mogli mieć jakieś chłopskie tradycje.A Kampinos to była zberanina dość zamożnych obywateli którzy albo mieli zgromadzone fundusze albo mogli sobie pozwolić na pożyczkę na zakup ziemi z parcelowanego majątku kampinoskiego.No więc wracając do praktyk nauczycielskich pana Dudkiewicza to nayczał nas słów i melodji takich jak ,,zielony mosteczek ugina się,, albo ,,rosła kalina z liściem szerokim,,Czy podobne duperele słyszane przeze mnie po raz pierwszy w życiu.Jeśli chodzi o działalność tego Dutkiewicza na arenie szkoły podstawowej w kampinosie to zasłynął on właśnie z urządzania marszów.Ani po co , ani w jakim celu , ani na jaką cześć to nie wiem do dziś.W każdym razie zdecydował że klasa podzielona na grupy ma maszerować różnymi trasami po wsiach i wymarsz ze szkoły i spotkanie w szkole.Warunkiem miało być jednoczesne spotkanie w szkole i nie można ani biec ani się ścigać a wygrywa pierwsza grupa która ma najkrutszy czas.Przynajmniej tak to rozumiałem wtedy.No i byłem jednym z prowadzących a ten Dutkiewicz krążył międzu grupami i patrzył czy jest przestrzegany jego regulamin.No zajęliśmy chyba pierwsze miejcse z którego nic nie wynikało. Oczywiście porozumiewaliśmy się z innymi grupami które informowały nas , a my ich gdzie może się znajdować domniemanu kontroler a w między czasie podbiegaliśmi żeby poprawić szanse na pierwsze miejsce.No dzieci łatwo zmanipulować i wymagać od nich żeby trawa była niebieska.CDN.S poważaniem zenek z kampinosa
GOŚĆ
11-03-2017 15:11:00
hr
Względem tego nauczyciela Dutkiewicza to mam takie wiadomości szeptane że odznaczył się jeszcze urządzeniem zabawy z fantami na zakup telewizora do szkolnej świetlicy.wszystko się udało i za zebraną sumę kupiono telewizorek marki wisła i był on ekspoatowany w szkolnej swietlicy z częstymi przerwami na nie kończące się awarie, oczywiście jednego programu 1-pierwszego.Carno-biały , rozmazany i często zakłucony obraz obserwowało zgromadzone audytorium złożone z mieszaniny wiekowej akurat wolnej od prac polowych.O tym nauczycielu dowiedziałem się więcej od wychowanków Domu Dziecka w Sochaczewie.Był tam wychowawcą i opowiadał im swoje przygody wojskowe jak to na poligonie jedi jelenia pieczinego nad ogniskiem, nadziewanego zającami.No a jak go wyrzucił ze szkoły kierownik Mazur(nota bene podobno jak go zastał nad wyłamaną szufladą z pieniędzmi zebranymi właśnie po loterji fantowej na telewizirek)To widziała go ostatni raz mija siostra w pociągu na trasie Warszawa -Piaseczno albo któreś Zalesie.I od tego czasu słuch po nim zaginął.S poważaniem tyle wiem o marszach których teraz pełno z każdej okazji i do których mam wielkie zastrzeżenia , podobnie jak do przedwojennych bali dobroczynnych.
P.S.
Moja mama często wspominała o swojej koleżance z którą się bardzo przyjaźniła.Nazywała ją Szewszyk albo Szewczykowa.Ona wybyła z Kampinosa ale jeszcze jakiś czas spotykały się i przyjaźniły.To tak apropo nazwiska szwendaka.Może to nie ma żadnego znaczenia ani powiązania.
GOŚĆ
11-03-2017 15:35:40
hr
W końcu coś drgnęło w tym temacie. Nawet nie wiedziałem,że takie marsze kiedyś były. Jak ten pomysł się narodził,to jeszcze mnie na świecie nie było. Czekam na kolejne felietony historyczne.

Zenek z kampinosa ciekawą historię przytoczył. Jak ja chodziłem do podstawówki,to co prawda nauczyciele na tego typu marsze nas nie nie prowadzili (zresztą dzieciństwo spędziłem w innej części Mazowsza),ale pamiętam nauczyciela od polskiego,który miał hopla na punkcie staroci. Jak mu się przyniosło stare książki,znalezione na strychu lub inne rekwizyty z jego dzieciństwa,to był wniebowzięty. Prowadził on małe muzeum i potrzebne były mu tego typu rekwizyty. Wymagający był,ale mile go wspominam.
Natomiast inny nauczyciel od praktyk uczniowskich,był miłośnikiem hodowli czarnej porzeczki. Pamiętam jak w 6 klasie podstawówki wpajał nam do głowy każdy detal dotyczący uprawy tej rośliny. A pisania było od groma! Cały zeszyt 64 - kartkowy miałem zapisany i wszystko było o czarnej porzeczce. Oczywiście w przyszkolnym ogródku każdy z uczniów miał swoje poletko i musiał jak najlepiej dbać o swoją plantację. Na końcu i tak musieliśmy zerwaną porzeczkę oddać owemu nauczycielowi. I nawet nam za to nie podziękował. Pewnie wino sobie z tych owoców robił. Ot,na takie wspomnienia szkolne mi się zebrało...
GOŚĆ
11-03-2017 18:54:10
hr
Nooo dyskusja się rozwija. W temacie hopla nauczycielskiego to mam takie wspomnienia.Mnianowicie na lekcji przyrody w owym czasie co pisałem powyżej powstał projekt dokarmiania ptaszków.No i każdy uczeń musiał przynieść w ramach dokarmiania i ochrony ptaszków przed mrozem i głodem, kilo ziarna.Pamiętam jak dziś że mieliśmy ziarno prosa.Co prawda wszyscy dobrzy gospodarze mówili mojej mamie że kto sieje proso to chodzi boso ale ona miała ziarno i zasiała je no i było. Więc podczas tej akcji dała mi kilo i kazała powiedzieć że to za wszystkich rodzeństwa, a było nas troje.Ale nauczycielka domagała się żeby każde dziecko po tym kilo itp...itd...No i moja mama nie wytrzymała i poszła do tej nauczycielki i powiedziała że 1 kilo i ani grama więcej.A w domu na moje niesmiałe pytanie czemu nie chce się włączyć do ogólnopolskiej akcji dokarmiania zziębniętych i głodnych ptaszków w większej mierze odrzekła, że nie będzie paść kur tej przemądrzałej cholery bo ma swoje do wykarmienia tym bardziej że ojciec umarł prawie zaraz po spłodzeniu dzieci i cały ciężar utrzymania rodziny spoczywał na jej wątłych rękach.Co było a nie jest to było i nie ma. A teraz wielka nagonka na wszystkich chodowców drobiu żeby nie dokarmiać bo zaraza się roznosi chyba ptasia grypa to się nazywa.No i teraz to za każde następne dziecko jest 500 złotych a wtedy to jak umarł ojciec i poszła do gminy prosić o jakąkolwiek pomoc , bo brakło mu 3 tygodnie do okresu w pracy żeby otrzymał rente, to urzędnicy zaproponowali oddać dzieci do domu dziecka i żeby poszła pracować w RGR za dojarkę.No to zrezygnowała z łaski państwa i pracowała sama na 4 osoby.Acha no i jeszce pamiętam jak poszła do sołtysa żeby podpisał jej podanie o umorzenie jednej raty podatku to odpowiedział jej że ,,tobie jest lepiej niż mnie to jak mam ci podpisać,,.No to mu odpowiedziała że życzy mu tej samej dobroci co ma ona.No i nastąpiła wielka obraza.No wisz , toś mnie teraz zgniwała, to ty mni tak życzysz?.Heee dobry człowiek , złote serce, przyjął do własnego domu po pożarze choć sam gnieździł się w dwuizbowym przygospodarczym pomieszczeniu .A czasem w człowieku odezwie się taki nie zrozumiały opór.Było minęło. W zasadzie nie ma to związku z tematem marszów ku czci itp ale za to ma związek z regionem.Pamiętam też jak dyrektor szkoły w Żyrardowie powiedział mi wobec całej klasy że wiele zawdzięczam państwu i powinienem być wdzięczny czy coś podobnego i zapisać się do ZMS.No i zaraz Żyrardowiacy podnieśli szum , a co on może zawdzięczać państwu?. Chodziło o pobyt w PDD.Wstydziłem się tego i nie chciałem rozwijać tematu ale należało mu życzyć aby jego dzieci dostąpili tej łaski od państwa co ja i też tułali się po domach dziecka.Zresztą ta praktyka była utrzymywana do objęcia władzy przez PIS. Opłacało się zabrać i dotować takie dziecko w kwocie 1500 zł miesięcznie, głównie na cele socjalne i wychowanie laickie , niż dać 400 albo 500 złotych zapomogi rodzinie. Dzięki Bogu i dobrym ludziom dożyłem emeryturki i teraz siedzę sobie przed komputerkiem i stukam jednym palcem wspomnienia sprzed lat.S poważaniem nie wiem czy kogoś obraziłem.
GOŚĆ
11-03-2017 21:56:15
hr
No może poprzednie moje wspomnienia były nie na temat. To mam też podobne co kolega liszący o przy szkolnych poletkach.Owszem było coś takiego przy szkole w Kampinosie.Były poletka z warzywami a jedno większe było z żytkiem. Tuż obok starej szkoły w której potem była apteka. Kierownikiem był pan Mazur a woźną pani Oszukanek.No i na zakończenie 5 klasy koledzy postanowili uczcić to niebywałe wydarzenie libacją pod drzewkiem , właśnie w tym żytku.Rozsiedliśmy się pod tym samym drzewkiem co Adam i Ewa w Raju no i koledzy zaczęli fachowo odbijać patykiem pisane o ziemie.Można było ręką albo o ziemie.Kolega Waldek był ekspertem.Ale wszystko potoczyło się zupełnie inaczej niż planowaliśmy.Po pierwszym mistrzowskim uderzeniu kolegi W w ziemie korek wyskoczył o 1/3 a zaraz potem pośrud nas wylądowała mietła pani Oszukankowej i ona sama w całej krasie i z głośnym krzykiem.Ja dam wam cholery jedne picie pod szkołom. Zdążyliśmy uciec i cieszyliśmy się że nas nie zatrzymała.Ale ekspert waldek pyta co zrobiliście ze swoimi butelkami?. No co zabrała baba.Ach wy sieroty, ja swoją odrzuciłem za siebie i dopiero uciekłem.No fakt. Znaleźliśmy ją za jakiś czas. Kolega Waldek paznokciem zaznaczył ile kto ma wypić. Reszta przepadła.Swoją drogą honorowy gość, podzielił się tym co uratował.Ja to se teraz czasem sam popijam i nie dzielę się z nikim.
GOŚĆ
11-03-2017 22:20:24
hr
Zenek,stare przysłowie pszczół mówi: Umiesz liczyć,licz na siebie. Dotyczy to rzekomej pomocy finansowej od państwa dla obywateli. Prawdziwie potrzebującym państwo nie pomaga,ale rodziny patologiczne,gdzie wóda leje się strumieniami,jak najbardziej wspomaga. Ze sprzedaży alkoholu pobierana jest akcyza,która trafia do budżetu państwa. Wspomożeni finansowo alkoholicy,zamiast na utrzymanie rodziny (i dzieci tu są najbardziej poszkodowane),przeznaczają otrzymane pieniądze na alkohol,z którego sprzedaży część trafia do budżetu (w formie przytoczonej wcześniej akcyzy). I biznes się kręci. Proste jak konstrukcja cepa.
Dlatego program 500+ nie jest do końca doskonały. Owszem,te pieniądze wielu rodzinom naprawdę pomagają,ale jest dużo przypadków,gdzie owa zapomoga jest przepijana. Dlatego jestem zwolennikiem tego,żeby państwo stworzyło dla obywateli takie warunki,by ludzie mogli godnie żyć utrzymując się z pracy,a nie prosić o zapomogę.
Ale czego można wymagać od kraju,który krzyżem stoi i grube pieniądze przeznacza na daninę dla Watykanu,w formie konkordatu. A na szkoły i szpitale brakuje pieniędzy...
Nasze państwo jak kundel reaguje na komendę DAJ! (wydaną przez watykańskiego bożka w bieli na tronie). Z tym,że piesek na taką komendę łapkę podaje. Natomiast rzeczpospolita papieska na obywateli d.pę wypina!
GOŚĆ
14-03-2017 7:39:21
hr
Wielce dziwne to pszczoły co mają takie przysłowie.O ile wiem to pszczoły bardzo wielką wagą przykładają do wychowania potomstwa i nie rozróżniają czyja jest ta larwa tylko z narażeniem własnego życia karmią je i pielęgnują.No czyba że wśród trutniów krążą takie przysłowia.No jakoś nie spotkałem się z przypadkiem żeby za te 500 złotych wóda mogła lać się strumieniami ale myślę że to może się zdażyć taki przypadek.A że to z akcyzy zapłaconej z tych 500 złotych państwo ma na następne zasiłki i jeszcze interes się nakręca to mnie taka konstrukcja cepa nie przekonuje( jak kolega taki biegły w konstrukcjach to chociać mógł by opisać budowe cepa i działanie).No i wreszcie z jednym się zgadzam z kolegą że państwo mogło by w jakiś sposób pomóc w tworzeniu nowych miejsc pracy to wtedy łatwiej było by utrzymać się z własnej pracy.Ale jak wiemy państwo nasze nie potrafiło utrzymać wielu dochodowych przedsiębiorstw to co tam marzyć żeby potrafiło coś nowego zbudować .Zresztą aparat zarządzający państwem od powstania PRL ,wyspecjalizowany i selekcjonowany do służenia obcym interesom, do dziś nie potrafi nic innego robić tylko służy obcym i tego żadna pszczoła nie zrozumie.Socjal i zapomoga znane są w całym cywilizowanym świecie tylko u nas to budzi zgorszenie.Jeśli chodzi o kundli to raczej kojarzą mi się z psem pilnującym ogrodu księdza który przecież jabłek nie je ale pogryzie każdego który by się schylił po jabko leżące pod drzewem i na dodatek naszczy w światełka stary babkom modlącym się pod pałacem prezydenta.Rzeczypospolita papieska ma jeszcze wiele do zrobienia żeby takich kundli jako tako cywilizować żeby byli podobni do normalnego człowieka i puki co to trzeba ją w tym wspierać finansowo i w każdy możliwy sposób.S poważaniem zenek z kampinosa, bes obrazy , mówie jak jest.
GOŚĆ
16-03-2017 15:42:52
hr
PS.
Apropo tego kundla co pilnuje ogrodu księdza to miało być że to pies ogrodnika.Reszta sie zgadza.
GOŚĆ
16-03-2017 15:57:40
hr
Wielce szanowny Zenku z Kampinosa,przypadki przepijania zapomóg zdarzają się. Nie sądzisz chyba,że nagle w jakiś cudowny sposób nałogowy alkoholik,korzystający z pomocy społecznej,odstawi swój ulubiony trunek i z dnia na dzień stanie się abstynentem. Alkoholizm to nałóg,a nałogu nie da się rzucić ot tak. Możesz się ze mną nie zgodzić,ale taka jest prawda.
Gdyby państwu zależało na zdrowiu i dobru obywateli,zakazałoby lub ograniczyło sprzedaż alkoholu i papierosów,ponieważ uzależniają i zażywane w większej ilości są szkodliwe. A akcyza to podatek,za który płacą miłośnicy trunków i zaciągania się dymkiem.
Ależ proszę bardzo,z wielką przyjemnością mogę opisać budowę i działanie cepa. Cep to proste narzędzie,służce dawniej do ręcznego młócenia zboża. Cep składa się z długiego i krótkiego kija,które połączone są rzemieniem,a czasami też i krótkim łańcuchem. Osoba młócąca trzymała oburącz dłuższy kij cepa,a krótszym uderzała w kłosy,powodując wymłócenie z nich ziaren. Pracę tę często wykonywano w zadaszonym pomieszczeniu na twardym klepisku,w którym z dwóch stron były wrota. Po wymłóceniu i zebraniu słomy,obydwa wrota otwierano,co powodowało przeciąg. Dzięki przeciągowi podczas mieszania ziaren lekkie plewy unoszone były z wiatrem,a ziarno zostało oczyszczone. Mam nadzieję,że moje wyjaśnienia odnośnie cepa,okazały się wystarczające.
Socjal i zapomoga są jak najbardziej potrzebne,ale nie każdy powinien je otrzymywać. Jest wielu kombinatorów i nierobów (nie wspomnę o alkoholikach),którzy biorą pieniądze od państwa,a mogliby pracować. I nawet głupie tłumaczenia,że nie mogą znaleźć pracy,nie przekonują mnie. Praca jest,tylko trzeba jej poszukać! Jak nie ma na miejscu,trzeba jechać do innego zakątka Polski. A jak praca jest mało płatna,to poszukać innej lub dodatkowej pracy po godzinach. Mnie jak potrzeba więcej pieniędzy,to biorę nadgodziny lub robię fuchy po swojej pracy. I nie narzekam,że mi źle. Można? Można,tylko trzeba d.pę ruszyć i wysilić mózgownicę. Proste jak konstrukcja cepa (którego budowę i działanie opisałem powyżej).
GOŚĆ
17-03-2017 17:39:40
hr
A teraz z innej beczki. Zastanawia mnie,dlaczego często Szwendakowi dogryzasz. Zrobił ci coś,ubliżył,obraził? Ciągle mu wytykasz,że za darmo pracuje dla KPN. Jeżeli czuje taką potrzebę,to niech jak najbardziej spełnia się w ten sposób. Fakt,KPN żeruje na takich ludziach,ale on to robi z własnej i nieprzymuszonej woli. Pomyśl o tym,jak będziesz siedział na odnowionej przez Szwendaka ławeczce i popijał swoje ulubione piwko w Puszczy Kampinoskiej. KPN-u tu oczywiście nie bronię,bo jego pracownicy (zwłaszcza biurowi) sami powinni dać przykład i pracować społecznie po godzinach lub w weekend. Ale inicjatywa musi wyjść od władz parku - ja tu nikomu nie będę nakazywał pracy za darmo.
I nie obrażaj się na mnie Zenek za to co napisałem,ale może warto byłoby odpuścić te docinki względem Szwendaka. Ale zrobisz jak będziesz uważał.
GOŚĆ
17-03-2017 17:55:40
hr
No musze się przyznać że może przesadziłem w sprawie Szwendaka za co go przepraszam, bo miało to być raczej uwaga do KPN żeby się sami wzięli za robote a nie szukali darmowej siły roboczej do spełniania ich obowiązków.No ale wiadomo że każdy ma wolną wolę i decyduje co ma robić z własnym czasem.Względem konstrukcji cepa i jego używania jestem wielce zadowolony z wyjaśnień kolegi(jeśli tak mogę tytułować).No bo to często się słyszy o takim narzędziu a nie miałem pojęcia do czego to służyło.Wiem że do koszenia zboża zawsze używało się kombajnu.Chyba nazywało się to wistula czy bizon.No a te cepy to może używali jacyś małorolni.Aaaa już pamiętam, widziałem na filmie ,,nie ma mocnych,, to tego używali mocni w ręcach.Względem alkoholików i zapomogi na dzieci to co to ma do rzeczy? no chyba że kolega uważa że tylko alkoholicy są dzieciorobami i dla tego nie należą im się zapomogi.Ja opisałem sytuację gdzie matka została sama z trojgiem dzieci bez żadnej renty ani zapomogi bo ojciec umarł i nie był żadnym alkoholikiem.Gdy zwruciła się do gminy o jakąś pomoc to zastała w pokoju jakiegoś partyjnego sukinsyna i sołtysa siedzących nad otwartą litrówą wódy i zakąską, którzy naskoczyli na nią właśnie jak kolega na mnie że, co nam pani tu przeszkadza w naradzie, ma troje dzieci i jeszcze każde inne. Tak że o alkoholikach to można wiele ale ja mówię o zapomodze na wychowanie dzieci.I właśnie uważam że nareszce rząd załatwił podstawową sprawę żeby dzieci nie były głodne a inne sprawy trzeba jeszcze dopracować.No zgadzam się że zapomogi na dzieci nie mogą być przeznaczane na alkohol.A jeśli chodzi o umieszczanie dzieci w domu dziecka to owszem ale tylko jeśli nie mają obojga rodziców ani żadnej rodziny lub opiekunowie nie nadają się na wychowawców.Jeśli chodzi o pracę to przypominam sobie taką sytuacje jak sam poszukiwałem pracy i pełen naiwności udałem się do pośredniaka w sochaczewie.Zastałem dwie suche wydry siedzące w strasznie zadymionym pomieszczeniu nad kawą.Nazapytanie o prace w zawodzie odburknęły że nie ma, a wszystko co jest to wisi na tablicy w korytarzu.Drugi raz to samo śmierdzące pomieszczenie , te same dwie urzędniczki i ta sama odpowiedź.Prace znalazłem sobie sam ale kierownik musiał zgłosić to na pośredniaku i pojechał z dowodem.Jak wrócił to mi powiedział, panie tam mi powiedzieli żeś pan jest stałem klientem to ja tyle załatwiałem a pan mi za chwile rzucisz robote?.Powiem tylko tyle że liczbe urzędasów należy zmniejszyć do niezbędnego minimum bo ta parszywa, pasożytnicza kasta nikomu ani niczemu nie służy a tylko psuje państwo .Nawet jako wyborcom nie można im ufać bo bardzo szybko zmieniają im się poglądy , jeśli podwyżki płacy nie nadążają za ich szybko rosnącymi apetytami.A co to ma za związek z marszami? chyba to samo co praca za darmo na rzecz KPN.Oddajcie cesarzowi co jest cesarskiego a Bogu co jest Boskiego a nie szukajcie głupszych od siebie mimo wszystko s poważaniem.
GOŚĆ
18-03-2017 13:34:30
hr
PS. Cieszę się z poznania autentycznego operatora cepów, bo nawet nie dopuszczam myśli że wiadomości zamieszczone na wyżej wymieniony temat pochodzą z wikipedji a nie z własnego dośfiarczenia ałutora.S poważaniem skromny mieszkaniec miasta stołecznego obecnie.
GOŚĆ
18-03-2017 15:37:53
hr
Cóż...widocznie zbyt encyklopedycznie opisałem budowę i działanie cepa,skoro kolega Zenek posądza mnie,że wiedzę na temat tego narzędzia zaczerpnąłem z wikipedii. Następnym razem postaram się prościej opisać,ażeby kolega zrozumiał. A w razie potrzeby powtórzę lub napiszę dużymi literami. Zasadę działania tego narzędzia wytłumaczył mi dziadek,a i filmy owszem,okazały się wielce edukacyjne (między innymi kultowa komedia "Sami swoi"). Jak byłem młody,cepami już nie młócono. Używano do tego młocarni - maszyny,którą poprzez pas transmisyjny napędzał silnik spalinowy. Mam nadzieję,że młocarnię opisałem prosto i przede wszystkim dla kolegi zrozumiale.
Żeby było jasne - w poprzednim wpisie odniosłem się do alkoholików nierobów,którzy żerują na zapomogach. Wyraźnie to napisałem,więc tematu rozwijać nie będę,bo powtarzać się nie lubię. A dlatego na nierobów alkoholików jestem cięty,bo jak moja mama straciła pracę i poszła do gminy po zapomogę,to jej dali jednorazową pomoc w wysokości 50 zł. A alkoholikom gmina nie odmawiała stałej pomocy finansowej. Mama ujęła się honorem i tej jałmużny nie przyjęła. Mój tata zachorował i w wieku 30 kilku lat przeszedł na rentę (astma oskrzelowa) i w związku z tym nie mógł pracować. Renta ta była skromna,więc nie można było z niej utrzymać całej rodziny. Dlatego moja mama i ja w wakacje jeździliśmy do lasu zbierać jagody i sprzedawaliśmy je. Ja w ten sposób zarobiłem sobie na książki i zeszyty. I to bez niczyjej pomocy. Potem mama znalazła dorywczą pracę przy sprzątaniu i jakoś wiązaliśmy koniec z końcem.

Dziś wyjątkowo krótki wpis daję,bo niedawno z pracy wróciłem i zmęczony jestem,przez co nie jestem w stanie myśli zebrać. Mam nadzieje,że kolega wybaczy mi,że nie udzieliłem mu obszerniejszej odpowiedzi. Może jak doczekam emerytury,to będę tak jak kolega klikać w klawiaturę i rozkoszować się wolnym czasem w kwiecie wieku.
GOŚĆ
18-03-2017 20:54:09
hr
Wszystko w porządku, tylko zaszło małe nieporozumienie.Bo ja pisałem o dzieciach w wieku ,najstarsze 5 lat a młodsze 3 i 2 latka jak umarł ojciec a nie o starym kuniu co se mógł jagódek nazbierać i za to kupić książki.No i jeśli chodzi o tąemeryturkę w kwiecie wieku to nie długo będzie 70 a lata pracy tylko te zaliczone 43 czego też s poważaniem życzę.
GOŚĆ
19-03-2017 20:05:14
hr
Hmm...faktycznie starym koniem byłem,bo miałem wtedy "aż 12 lat". Tylko na głowie tego konia były jeszcze prace,które głowa rodziny powinna wykonywać. A że mój tata z powodu astmy oskrzelowej nie mógł tego robić,to wszelkie prace fizyczne spadły na mnie. A na wsi wtedy było co robić. O ile moi rówieśnicy beztrosko na zabawie spędzali wolny czas,to ja w pocie czoła wykonywałem prace,które przeznaczone były dla dorosłych.
43 lata masz do emerytury zaliczone? To wg. ciebie mało?? Ludzie prawie całe życie harują na czarno bez ubezpieczenia,jaką oni będą mieć emeryturę? I czy w ogóle ją będą mieć. Od początku pracuję w prywatnym sektorze. W pierwszej pracy owszem,pracodawca odprowadzał mi ZUS od całości zarobków. Ale kolejni pracodawcy już tylko od najniższej krajowej,a reszta szła na zlecenie,bo musiałem podpisać 2 umowy - jedna na etat,a drugą na zlecenie. Jaką ja będę z tego miał emeryturę? Ale to nie koniec,bo będzie ona pomniejszona o pieniądze,które z OFE ukradł mi Tusk i załatał nimi dziurę budżetową. Ale to nie koniec,bo moja emerytura pędzie pomniejszona jeszcze dodatkowo,bo 2 lata temu zmuszony byłem zrezygnować z pracy na etat i przejść na umowę śmieciową. I mój obecny pracodawca (a właściwie zleceniodawca) odprowadza mi teraz pełny ZUS od najniższej krajowej,ale co drugi miesiąc. I to podobno zgodnie z prawem. A powinien odprowadzać co miesiąc. I jaką ja mogę mieć emeryturę? Najniższą z możliwych - głodową! Odkładam sobie jeszcze ze swoich pieniędzy w trzecim filarze,ale jaką mam pewność,że ktoś z rządzących nie wpadnie na pomysł,żeby ukraść i te pieniądze? Żadnej pewności nie mam i nie narzekam. Nigdy nie narzekałem. Zatem kolega Zenek niech też nie narzeka i cieszy się,że emeryturę ma. Bo ja prawdopodobnie na emeryturze będę musiał pracować,żeby w miarę godnie żyć.
I tu kończę dyskusję,życząc koledze zdrowia,zdrowia i jeszcze raz zdrowia! Bo zdrowia za żadne pieniądze kolega nie kupi.

Z poważaniem - jeszcze nie emeryt (pracujący po godzinach,w weekendy i czasami w święta).
GOŚĆ
19-03-2017 23:42:25
hr
Znam, znam, pamientam.Tesz mnie czerwone gnidy opkradli z 20 lat pracy i oszczędzania.Tyrałem i odkładałem na PKO.Wydawałem tylko na najtańsze jedzenie i ras w miesiącu żem se kupował młodego technika za 10 złotych no i jusz miałem prawie na samochoda ale znowu troche brakowało to jeszcze musiałem poczekać no i tak żem dociągnoł do inflacji.Dobrze że sie jeszcze przed tym orzeniłem to mi żonka załatwiła kożuszek za te piniądze to do dziś mam pamiątke.A robote w gospodarstwie też znam bo jak miałem 15 lat to jusz żem robił kosom żniwa i sianokosy, oczywiście po szkole.I robote u prywaciarza tesz znam i tesz bałem sie nie bądzie po niej śladu bo znajomek jak robił prywatnie chyba z 15 lat to jak szedł na emeryture to okazało sie że pracował tam 3 lata.To jak poleciałem do ZUS i sprawdziłem ale okazało sie że trafiłem na dobrego szefa i nic nie brakło, no może jakie puł roku.No i somsiat pułkownik to mnie ciągle gadał że ,,robisz pan na niego i na całom jego rodzine ,, i buntował mojo małżonke żeby mnie kazała szukać lepszej państfowej posady.No to żem obleciał puł warszafki i fszędzie oferowali mnie robote ale o 1/3 mniejsze wynagrodzenie no może we fabryce domów na służewie dawali więcej ale jak tam żem sie pokazał ponownie żeby sie zatrudnić to na wielkiej chali robiło chyba 3 robotników i jak żem z nimi pogadał to mi powiedzieli że ,, oszukują cie,, .Patrz robi nas tylko 3 i tylko dla tego że jeden odrabia wojsko, drugo czeka na mieszkanie i meldunek jusz 10 lat i szkoda mu zrezygnować a ja to mam ostatni rok do emerytury to tesz tylko dla tego jeszcze tu siedze.Dzięki opatrzności że jeszcze sie nie zwolniłem u tego prywaciarza to se popracowałem jeszcze kilka lat na emeryturce kiedy już po wszystkich dobrych robotach nawet smrót zaginął.Oczywiście lata które przerobiłem na wsi nie zaliczyli mnie bo jak kto miał 35 lat pracy poza rolnictwem to już wtedy nie zaliczali.Czy ja narzekam?W każdym razie pamiętam to i czerwonym gnidom i temu folksdojczu tuskowi i na nich nigdy nie zagłosuje.Jedynie jeśli coś komuś zawdzięczam to Jarosławowi Wielkiemu Kaczyńskiemu któren umożył mi kilka ostatnich rat i zrobił mnie właścicielem mieszkania spółdzielczego.Bo w przeciwnym razie to nigdy bym go nie spłacił a moje dzieci spłacali by je od nowa, tak to ustawili czerwone gnidy i przeciwni byli ustawie PIS.Pamientam, pamientam, znam to fszystko ale lubie jak mnie kto tłumaczy jak ksiąc magdzie na miedzy.Bo jak wszyscy wszystko wiedzom to nie ma o czym gadać.No nie wiem tylko czy szfendak nas nie pszepędzi bo to jak by nie w temacie.Tak że bardzo chętnie poczytam o tej maszynie do młocki napędzanej pasem transmisyjnym a za życzenia zdrowia dziękuje bo moje wszystkie znajomki jusz nie żyją no może dwoje zostało czego i szanownemu życzę s poważaniem.
GOŚĆ
20-03-2017 11:01:37
hr
No może jeszcze jedno warto nadmienić.Nie wiem czy to jakaś prawidłowość czy tylko dziwny zbieg okoliczności bo niby to puszcza i las i zdrowe powietrze ,ale tak się dziwnie składa że prawie wszyscy moi znajomi związani z tom puszczom to albo przedwcześnie zmarli na gruźlice płuc albo mieli dolegliwości płucne.S poważaniem nic nie tfierdze ani nic nie sugeruje tylko załuważam fakta konwenta.
GOŚĆ
20-03-2017 17:59:46
hr
No i teraz taka ogólniejsza refleksja na temata śfiata.Mnianowicie mnimo wszystko wbrew pozorom to mama moja mówiła że tszeba dobrze żyć z somsiadami bo w razie potszeby to somsiad jest najbliżej.No i to samo siem dotyczy państf .No lepiej czy gorzej współpracujem z somsiadami w europie a w miare potszeb i z dalszymi.Ale co tej głupiej niemce stszeliło do łeby żeby zapraszać ani nie somsiadóf, ani nie majoncymi nic wspólnego z naszym kręgiem kulturowym i to nie do siebie tylko do nas arabów ,to ja nie potrafie sobie wytłumaczyć no chyba że tylko butom niemieckom.To że wojna to nic nowego bo są różne kataklizmy jak susze, powodzie i dawniej powietrze ,czyli pomór, co zresztą dotyka obecnie głównie zwierzęta i nigdy na to nie było lekarstwem przyjmowanie zapowietrzonych tylko raczej kwarantanna.No i teraz na tle zamachu w londynie widzimy jak nasz Jarosław Wielki Kaczyński przerasta o głowe różnych fircyków europejskich , którym wydaje się że potrafią rządzić światem.S poważaniem upoważniam pana Szwendaka do usunięcia wszystkich moich wpisów które nie pasują do tematu lub mu się nie podobają.
GOŚĆ
23-03-2017 10:06:44
hr
Witam Gościa. Nie będę ich usuwała, spokojnie. Ale naprawdę bardzo proszę przy komentowaniu trzymać się wątku o którym było pisane. To naprawdę nie jest strona do poruszania tematów politycznych czy społecznych. Do tego są na pewno w necie jakieś fora tematyczne. Pozdrawiam i jeszcze raz apeluję...koniec z polityką. :-)
szwendak
24-03-2017 11:31:31
hr
No to może ja dokonam wpisu już raczej historycznego bo jak wyczytałem na stronie gminy Kampinos to oni tam teraz mają klub sportowy i odnoszą sukcesy w grze w fudbol, koszykówkę, zapasy i inne szlachetne sporty walki a wpis dotyczy czasów kiedy jedynym klubem był klub rolnika a wszystkie zawody odbywały się w restauracji pod łosiem.No to znajomek opowiadał mi że po oejżeniu filmu kung fu zaczął trenować te szlachetnom forme walki.No i miał już pewne osiągnięcia w wymachiwaniu rękami , kopaniu powietrza oraz wydawaniu strasznych okrzyków.No i będąc na wycieczce w kampinosie , wstąpił pod tego łosia żeby się pożywić no i miejscowe coś tam sie za głośno zachowywali.No to słowo do słowa i wyzwał ich na pojedynek.No i od tego czasu to mówił tylko źle o kampinosie.Powiadał że chamy nie znają się na żadnych sztukach walki ani nie wiedzą co to honor wojownika.Podobno jak wyszli przed knajpe to jeden zanurkował mu podstępnie pod nogi, złapał i trzymał zawzięcie a drugi kopał go w głowe.Myślał że to koniec ale udało mu się jakoś wyrwać i uciec ale ze zgrozą wspominał tę dzicz kampinoskom.
GOŚĆ
03-04-2017 12:43:58
hr
Kiedy będzie kolejny historyczny wpis cykliczny?
GOŚĆ
03-04-2017 7:12:18
hr
Witam.

Kolejny wpis historyczny już dziś.
szwendak
22-04-2017 17:15:40
hr


Dodawanie Wpisu

Treść:

Aby dodać Wpis musisz udowodnić, że nie jesteś botem

żeby to zrobić przepisz liczbę(5 cyfr)

anty_bot

Liczba z rysunku:

 klub nasz_kpn ciekawe_miejsca ciekawe_trasy
krajobraz zwierzęta my_na_szlaku miejsca roślinki wydarzenia wspomnienia
galeria
Aktualna pogoda w Kampinoskim Parku Narodowym Artykuły o Kampinoskim Parku Narodowym Linki związane z Kampinoskim Parkiem Narodowym mapa parku KPN Wpisy użytkowników portalu
Copyright 2010-2011 Wszelkie prawa zastrzeżone. CODE & DRESING NET6
Zgubiłeś się? - Mapa serwisu  - Szukaj
Powiększenie zdjęcia
Trwa ładowanie zdjęcia...

glowna ; Historycznywpiscykliczny1_LqdYb ; Historycznywpiscykliczny1_LqdYb